Miejskie Centrum Kultury w Ciechocinku

ul. Żelazna 5, 87-720 Ciechocinek
tel. 54 234 18 94, email: ciechmck@wp.pl

Slider 4
Slider 5
Slider 2
sli
Slider 1
slider 9

Kalendarz wydarzeń

Deklaracja dostępności PLIKI DO POBRANIA

Fotoreportaże

Archiwum

Nasz Facebook

RODO

Administrator Danych Osobowych
Miejskie Centrum Kultury
w Ciechocinku
ul. Żelazna 5
ciechmck@wp.pl
tel: 54 234 18 94
Inspektor Ochrony Danych Osobowych
Sławomir Kisielewski
azis6@wp.pl

Wystawa malarstwa „ZIMA STULECIA. STANISŁAW (Pamięci Stanisława Zimy)”

Pomysł tej wystawy zrodził się przed laty, podczas wizyty w pracowni jakże nieodżałowanego Andrzeja Klimczaka-Dobrzanieckiego, jeszcze w Rynku. Ustaliliśmy pewną, niewielką (powodowaną miejscem) grupę artystów, której obrazy na takiej wystawie miałyby głęboki sens. Oczywiście byli to malarze związani ze Stanisławem Zimą – Pamięcią. Propozycja została różnie odebrana. Jedenastu artystów zrealizowało obrazy. Wszyscy byli jego studentami, także nestor rektor Michał Jędrzejewski, który miał z nim zajęcia w 1956 roku, ba był jednym z jego pierwszych studentów Technik Malarskich.

Wystawa jest zestawieniem kilku kompozycji Stanisława Zimy, z obrazami przygotowanymi z myślą o Nim. Cztery obrazy malarskie Zimy pochodzą z jego tzw. notatek malarskich, z początku lat 60. Takich propozycji, które odkłada się na właściwe, najczęściej lepsze czasy. Gdy się sprawdzą powraca się do nich. Natomiast gdy się nie sprawdzają porzuca się je najczęściej na zawsze.

Na początku lat 60. Zimę fascynowali zwłaszcza Morris Louis i Jack Tworkov. Ten drugi pisał: „Moim pragnieniem jest dojść do malarstwa bez techniki już gotowej, bez przygotowanej postawy – warunek, który przecież nigdy nie jest możliwy do zrealizowania w zupełności: nie mieć żadnego programu i w konsekwencji żadnego przesądu stylu.”[1]

W 1962 roku, w wieku pięćdziesięciu lat zmarł Louis, może najbardziej konsekwentny mistrz techniki akrylowej, rozcieńczający i rozpuszczający farby akrylowe i rozlewający je na płótna bez ingerencji pędzla. Zima był pod dużym wrażeniem tej postawy, mówił: no nie potrafiłbym tak. Latem 1963 roku, w przerwach od radości życia, Zima czynił jakieś notatki malarskie, z których - jak mawiał - może kiedyś coś się urodzi. Zwróciłem na nie uwagę w jego pracowni przy ulicy Kościuszki, gdy byliśmy już na takim etapie zażyłości, że pozwalał mi przeglądać swoje stare koncepcje. Parę z nich mogłem sobie zabrać. Nazywały się prosto: „O”. „O” może jak ospa? Jeden z „papierów” w technice żywic termoplastycznych miał format prawie 20x20 cm. Był dość szary, jeśli nie czarny. Zima - oficjalnie raczej postimpresjonista, na papierowych kartkach czy (wydawałoby się) surowych płótnach poszukiwał swojej formy i swojego koloru. Co rusz interesowało go coś nowego, zmieniało się to szybko, a fascynacje zakończyły się na akrylowych masach tynkarskich i spoiwach polimerowych, których w pracowni stały … beczki!

Nie bez znaczenia jest fakt, że Zima znał języki, m.in. angielski, co miało znaczenie w aspekcie poznawania rozwijającej się w niesłychanym tempie technologii materiałów malarskich. I tendencji w malarstwie. Cztery z zaprezentowanych „notatek” wydają się być może jakimś odniesieniem do Louisa. Moje kolejne – częste pobyty w pracowni Zimy przy ul. Kościuszki raz po raz otwierały mi oczy na jego refleksję. Bo mówiono o nim coś innego.

            Z 1976 roku pochodzi nieco taszystowska kompozycja Zimy „R 1976”. Biel, czerwień i czerń. Jak go coś w życiu społeczno-politycznym naszego kraju „ponosiło” (a po Radomiu poniosło) to potrafił dokonać syntetycznej, ale przede wszystkim celnej wypowiedzi. Do szuflady, a właściwie szafy. Potwierdza to tylko jego skomplikowanie wewnętrzne i czasami wręcz karkołomne wybory. Ale to było jego życie.

         Część z eksponowanych obrazów jest jakimś przemyśleniem jego życia, powikłanego, ale zorganizowanego twórczo, czego myślą są może: kompozycja Jędrzejewskiego, podzielony na trzy obszary barwne obraz Stanisława R. Kortyki czy wykorzystujący dwa wizerunki Zimy asamblaż Wojciecha Kaniowskiego. Szczególną kontemplacją. Zdzisław Nitka przenosi nas z malarzem do Pragi, na Most Karola, a Jolanta Nitka prezentuje kompozycję wanitatywną, z dominującymi czerniami oczodołów, której przygnębiający nastrój ożywia poetycka czerwona kokardka – wspomnienie przeszłości i lepszych czasów.

            Paweł Lewandowski-Palle i Krzysztof Skarbek byli ostatnimi współpracownikami – asystentami Stanisława Zimy. Ich obrazy na tej wystawie są może najbardziej rozpoznawalną formą Hommage. Płótno pierwszego odnosi się do pewnej reakcji Zimy na jego malarstwo: „Ty PeLe maluj tę swoją czerwono-zieloną geometrię”, drugi w centrum gwieździstej kompozycji lokuje paletę z napisem „Zima”.

Dwa obrazy dotyczą sgraffita. Anna Szewczyk w minimalistycznym płótnie sprowadziła obrazowanie do dwukolorowego zapisu wydobywania czerni, Jerzy Kosałka prezentuje „Sgraffito w Legnicy”. Obrazem tym powraca do wakacyjnego pleneru malarstwa ściennego w 1978 roku, kiedy to wraz z Edwardem Mirowskim zrealizowali w centrum Legnicy monumentalne sgraffito, które naruszone nieco czasem istnieje jednak po dziś dzień. Wydawałoby się, że temat ten mógłby być podmiotem wypowiedzi Jacka Wojciechowskiego, który na drugim roku studiów w 1977 roku, w uczelnianej Pracowni Zimy zrealizował 12 sgraffit, nikt ze studentów nigdy wcześniej i później nie posiadał takiej fascynacji tą techniką malarstwa. Wojciechowski namalował portret Zimy z motocyklem „Junak” tyle w jego głowie, co i nad nią. Stanisław Zima był bowiem posiadaczem, chyba pierwszego w historii wrocławskiej PWSSP kultowego motocykla PRLu lat 50. i 60. – tyleż ciężkiego co i głośnego. Ten bardzo drogi polski Harley Zimy był konsekwencją realizacji polichromii w kilku kościołach.

Jedynym spośród zaproszonych artystów, który nie znał Zimy osobiście był Tomasz Wiktor. Gdy Zima odchodził z tego świata odchodził Wiktora nie było jeszcze na świecie. Został zaproszony ze specyficznego, ale w pełni artystycznego powodu. Od 1992 roku, studenci kierowanej przeze mnie Pracowni Organicznych Technik Malarskich i Mozaiki w swoim obszarze kształcenia mają m.in. realizację mozaikowego portretu jednego z nieżyjących artystów-pedagogów Wydziału Malarstwa ASP we Wrocławiu. Tomkowi losowo przypadła realizacja portretu Stanisława Zimy, który portretowany był już kilkadziesiąt razy. On zrobił to zdecydowanie najlepiej. Pomimo młodego wieku Tomek jest malarzem wybitnym, o niesłychanej wręcz sprawności warsztatowej, którego psychologiczne portrety budzą wielopoziomowe emocje. Gdy był moim studentem, już na roku dyplomowym rozmawialiśmy w Pracowni o warsztacie malarskim, gdy powiedziałem, że straszną rzeczą jest malować strasznie technicznie, momentalnie nasz wzrok natrafił na siebie – wiedzieliśmy o co chodzi, a ze ściany patrzał na nas … Zima. Wydawał się być wyjątkowo zadowolony. Najnowszy obraz Tomka: „Z” – Zima z utkwionym w nas spojrzeniem starego profesora (nieco bergmanowskiego z „Tam gdzie rosną poziomki”) wywołuje wrażenie pewnej wyłączności, malowania go specjalnie dla naszych skołatanych myśli.

 

Dlaczego ta wystawa jest w Ciechocinku? Zima tutaj bywał, m.in. na międzynarodowym plenerze „Konteksty Kulturowe” w 1987 roku. Ostatni raz w 1988 roku. A jego prace wystawiane są w tutejszym Salonie Sztuki po raz czwarty. Może nie ostatni.

                                                                                        

                                                                                   Paweł Lewandowski-Palle

 

[1] J. Tworkov, z katalogu Wystawy Młodego Malarstwa Amerykańskiego w Musee d’Art Moderne w Paryżu, 1959, [w:] A. Henisz, Notatki paryskie, Amerykańskie wzloty, Przegląd Artystyczny, Nr 3, lipiec – sierpień – wrzesień 1959, s.40.

wróć